
Nadrabiając
wakacyjne zaległości w lekturach przyjemnych i użytecznych, sięgnąłem po
„duchologiczny” numer „Czasu Kultury” (2/2013) zatytułowany złowieszczo
„Widma”. Znajduję w nim, z satysfakcją, teksty interesujące i kompetentnie
przygotowane, a wśród nich, m.in. obszerny fragment klasycznej już książki
Colina Davisa „Haunted Subjects: Deconstruction, Psychoanalysis and the Return
of the Dead” (New York 2007), intrygujący wywiad z autorem „Retromanii”, Simonem
Reynoldsem, wieszczącym, ku mojemu przerażeniu, kres wyobraźni science fiction,
ustępującej w młodych umysłach miejsca obscenicznemu barbarzyństwu fantasy, a
także ciekawy tekst Adama Repuchy o hauntologicznym wymiarze nagrań i
selektywny alfabet duchologii przygotowany przez Olgę Drendę. Ten ostatni
przyczynek do „widmowego katalogu” popkultury późnej nowoczesności karmionej
nostalgią za dawnym splendorem kiczu i sztuki pop, jakkolwiek napisany sprawnie
i z pełną znajomością tematu, wzbudza jednak we mnie pewien opór – jak wiele
słowników i encyklopedii – z konieczności ograniczonych do haseł wybranych i
przykładów poddanych arbitralnej selekcji. Nie w tym jednak rzecz, że wybór
dokonany przez Drendę jest zły czy nietrafny, lecz, że wszystkie przejawy popkulturowej
duchologii, które autorka podaje dotykają w istocie li tylko czysto
zewnętrznych przejawów owej mody, nie sięgając w głąb tej nieoczekiwanej
fascynacji „retro-kiczem”. Nieodzowny w tym zestawieniu przykład grupy
Broadcast i ich widmowej ścieżki dźwiękowej do pastiszowego filmu „Berberian
Sound Studio” (2012, reż. P. Strickland), wsparty dodatkowo hasłami
poświęconymi wytwórni Ghost Box i artystom takim, jak Umberto (choć można by tu
z powodzeniem dodać także Nate’a Younga z Wolf Eyes) – inspirującym się
soundtrackami do włoskich thrillerów, zaczyna znaczyć coś dopiero wówczas, gdy
się nieco naświetli kontekst, ukazując specyfikę całego nurtu giallo z jego
nieodłączną oprawą muzyczną i jej koronnymi twórcami: Ennio Morricone oraz
grupą Goblin. Podobnie z hasłami poświęconymi tradycji brytyjskiej: Delii
Derbyshire (personifikującej tu BBC Radiophonic Workshop) czy serialowi
„Sapphire & Steel” oraz ewidentnie „kultowemu” filmowi „Wicker Man” (1973,
reż. R. Hardy). Przykłady te nabierają sensu w konfrontacji z o wiele szerszymi
i bardziej złożonymi zjawiskami oraz tendencjami kulturowymi: czy będzie to
brytyjska scena folkowa lat 70. – z właściwymi jej obsesjami „pogańskiego
odrodzenia” – opisanego dokładnie przez Roba Younga w świetnej książce „Electric
Eden”, czy futurystyczne eksperymenty dźwiękowe BBC RW – z ich perłą w postaci
tematu przewodniego z serialu „Doctor Who” (zob. L. Niebur, „Special Sound. The
Creation and Legacy of the BBC Radiophonic Workshop”, Oxford University Press
2010), czy wreszcie telewizyjne, „młodzieżowe” seriale BBC łączące oba te nurty
(„Children of the Stones”, „The Changes”, „Artemis 81”), albo nawet
ekstrawaganckie epizody w postaci brytyjskiej odmiany kina grozy zwanej
niekiedy „folk horror” (prócz „Wicker Mana” zalicza się do niej także takie
obrazy, jak „Witchfinder General” czy „Blood on Satan’s Claw”, o którym pisałem
tu przy innej okazji, oraz kilka produkcji telewizyjnych z cyklu Hammer House
of Horror). Nieco upraszczająca jest także nadreprezentacja przykładów z kręgu
anglosaskiego, gdyż, choć niewątpliwie żyjemy wszyscy w popkulturze okupowanej
przez Anglosasów, to duchologiczny zwrot dotknął także bardziej egzotycznych
obszarów kultury pop.
Nawybrzydzawszy się do woli
zaproponuję zatem kilka uzupełnień, które, jak sądzę, mogą z powodzeniem
poszerzyć (a być może i nieco pogłębić) pole obserwacji. Oto bowiem w katalogu
Drendy zabrakło mi z pewnością – prócz licznych reinterpretatorów popowej
tradycji, także jej niestrudzonych archiwistów, a więc tych wszystkich, których
poszukiwania umożliwiają swoistą transmisję „ginących archiwów kiczu i tandety”
na współczesny rynek, na którym owe na wpół zapomniane dzieła i dziełka stają
się łapczywym kąskiem dla dryfujących na falach retromanii hipsterów i
nurkujących w głąb popkultury nostalgicznych poszukiwaczy osobliwości z dawna
zapoznanych.

Bez wątpienia jednym z najważniejszych
graczy na tej scenie pozostaje brytyjskie wydawnictwo Finders Keepers, którego
założyciele niestrudzenie plądrują archiwa dawno zamkniętych wytwórni –
płytowych i filmowych – oraz podejmują eskapady w poszukiwaniu dziwnych
dźwięków w Pakistanie, Indiach, Turcji, a także w Czechach, Polsce i na
Węgrzech. To oni przypomnieli światu genialną ścieżkę dźwiękową Luboša Fišera
do arcydzieła europejskiego kina grozy: „Valerie and Her Week of Wonders” (1970,
reż. J. Jireš), publikując zarazem album „Valerie Project” (na którym dawne
tematy interpretowali czołowi twórcy weird folku: Espers, Fursaxa). To im
zawdzięczamy również odzyskanie wyśmienitych soundtracków Zdenka Liški („Morgiana/The
Cremator”, 1970/72). A katalog FK jest jeszcze bogatszy. Znajdziemy w nim
francuskie słuchowiska science fiction: Jacky Chalard, „Je suis vivant mais
j’ai peur de Gilbert Deflez” (1974), Horrific Child (J.P. Massiera), „L’Etrange
Mr. Whinster” (1976) i ścieżki dźwiękowe do klasycznych lesbijskich filmów
wampirycznych Jeana Rollina: Acanthus „Le Frisson des Vampires” (1969);
„Fascination/Requiem for a Vampire” (1972/79), a także dużo bardziej
ekstrawaganckie tematy tytułowe rodem z indyjskich horrorów: „Bollywood
Bloodbath. The B-Music of the Indian Horror Film Industry” oraz czyste
dziwactwa „z krypty”: Vampires of Dartmoore „Dracula’s Music Cabinet” (1969).

Nie mniej istotna dla tego nurtu
popkulturowej archeologii jest wytwórnia Trunk Records, która reklamuje się w
Sieci hasłem: „Music - Nostalgia - Sex. Retro culture in the information age”, zaś w swym imponującym katalogu ma rzadkie skarby,
fascynujące każdego retromana.
Znajdziemy w nim bowiem zapomniane audioekstrawagancje (Leona Anderson „Music
to Suffer By”, 1958), telewizyjne
klasyki ze studiów BBC (Edward Williams „Life on Earth”, 1979), ekscytujące
wykopaliska z dziedziny horroru (Marc Wilkinson „Blood on Satan’s Claw”, 1970;
John Cameron „Psychomania”, 1972) i futurystyczne wynalazki dźwiękowe sprzed
lat (Desmond Leslie „Music of the Future”, 1959), a także wizjonerskie
archiwalia Basila Kirchina („Primitive London”, 1965; „Abstractions of the
Industrial North”, 1966). Przyznam od razu, że mam w tej sferze także swoje prywatne
typy – soundtracki, których przywrócenie słuchaczom powitałbym z radością. Po
pierwsze: nieoczekiwanie elektroniczną muzykę Roberta Prince’a do starego
telewizyjnego filmu „Gargoyles” (1972, reż. B. Norton); po drugie: zdumiewającą
ścieżkę dźwiękową Svena Grünberga do fińsko-radzieckiej ekranizacji powieści
braci Strugackich „Hotel pod umarłym alpinistą” („Hukkunud Alpinisti Hotel”,
1979, reż. G. Kromanow). A to przecież tylko kropla w morzu (możliwości).

Filmowym odpowiednikiem
Trunka i Finders Keepers jest Shameless Screen Entertainment, który
wyspecjalizował się w ekskluzywnych, kolekcjonerskich reedycjach europejskiego
kina eksploatacji lat 70. i 80., stąd też w katalogu SSE odnajdziemy bez trudu
takie rarytasy, jak choćby „The House with Laughing Windows” (1976, reż. P.
Avati), „Baba Yaga” (1973, reż. C. Farina), „Femina Ridens” (1969, reż. P.
Schivazappa) czy „Le Orme” (1975, reż. L. Bazzoni). Znamienny jest przy tym
fakt, że SSE eksponuje w swej ofercie szeroko rozumiane kino grozy: horrory gore,
thrillery giallo i inne filmowe opowieści o nawiedzonych domach, opętanych
kobietach i sadystycznych oprawcach zaczajonych na schodach opuszczonych
hoteli. Domowe kina koneserów „strasznego kiczu” sprzed lat z powodzeniem
przejmują funkcję podejrzanych sal kinowych w zaułkach europejskich miast, w
których demony ryczały nocami a nieświęte dziewice błagały o litość
bezlitosnych morderców.

Na koniec
zostawiam rarytas, który powinien wzbudzić pożądanie każdego retromaniaka. Oto
leży przede mną długo oczekiwana reedycja kluczowych soundtracków nagranych w
latach 1975-82, a więc w złotym okresie kina giallo, przez włoską grupę Goblin,
która wyspecjalizowała się w muzycznych ilustracjach do filmów Daria Argento (i
George’a Romero). W zestawie zatytułowanym proroczo „The Awakening” (Cherry Red
2012) znajdziemy sześć płyt z muzyką do obrazów: „Profondo Rosso” (1975),
„Roller” (1976), „Suspiria” (1977), „Il Fantastico Viaggio del Bagarozzo Mark”
(1978), „Zombi” (1978) i „Tenebre” (1982). Dodam tylko, że co najmniej dwa z
powyższych albumów należą bez wątpienia do arcydzieł w swoim gatunku. Mowa tu
oczywiście o „Suspirii” i „Profondo Rosso”, których niepokojące dźwięki
współtworzyły niesamowitą (unheimliche) aurę klasycznych filmów Argento. Progresywne rockowe brzmienia
przywodzące na myśl muzyczny kanon Rock In Opposition splatają się z
rileyowskimi repetycjami organowych fraz, zaś oniryczne kołysanki nucone przy
akompaniamencie katarynek i pozytywek odkrywają przed słuchaczami przeczuwany
od niespokojnych czasów dzieciństwa – demoniczny potencjał. I tu jednak sfera
retro-fascynacji przywołuje nieunikniony kontekst starannie skrywanych lęków i
nieoczekiwanych nawiedzeń.
